Pan Tramen

Wpisy

  • środa, 31 marca 2010
  • wtorek, 30 marca 2010
    • Jazda figurowa w trumnie

      W swoim autorskim programie "Jazda figurowa" pan Figurski dał się zamknąc w białej trumnie! Na oczach widzów. Wcześniej poddano go obróbce, nakładając pośmiertny makijaż. Zamknięcie w trumnie dokonało się po rozmowie z dwójką gości: Super Nianią i Grabażem z zespołu Strachy na Lachy. Grabaż, w czarnym meloniku na głowie, osobiście wbijał gwoździe. O wierszu nad trumną wspominać nie będę ;) odważny ruch, Panie Figurski. Nie przepadam za tego typu programami, jednak ten przybił moją uwagę. Wysłuchałem ostro-gitarowego marsza żałobnego i odczekałem, aż napisy odprowadzą trumnę za kulisy. Wizualnie fajnie i zaskakująco. Ciekawe, co stanie się z trumną Figurskiego. Za rok trafi na aukcję Owsiaka? :)

      Pan Tramen

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Jazda figurowa w trumnie”
      Tagi:
      Autor(ka):
      tramen
      Czas publikacji:
      wtorek, 30 marca 2010 06:29
  • poniedziałek, 29 marca 2010
    • Obca forma śmierci

      (tekst, który napisałem ponad 10 lat temu :) zostawiłem oryginalną pisownię ;).                 

                      Kapitan Mendoza podskakiwał, odbijając się jak piłeczka pingpongowa od nierównej powierzchni planety. Biały kombinezon (Made in Tajwan) szczelnie chronił kapitana przed zabójczym promieniowaniem kosmicznym.

      - Gorąco! Nie ma czym oddychać! Jak na takiej wrednej, martwej skorupie może  rozwinąć się jakiekolwiek życie? - myślał Mendoza, spoglądając przez różowe szkło swojego hełmu na pomarańczową planetę. Kosmonauta, po pięciominutowym spacerze zatrzymał się, żeby spojrzeć za siebie. Statek kosmiczny zniknął z pola widzenia. Ten fakt wywołał niepokój i chęć szybkiego przytulenia się do Mamusi (która oddalona była o kilka tysięcy lat świetlnych). Kapitanowi nie pozostało nic innego, jak przytulić się do cieplutkiego agregatora energii, którego taszczył na swoich plecach. Ta elektryczna skrzynia była w tym momencie jego jedyną rodziną i jedynym „dawcą życia” na tej planecie. Strach pomyśleć, co by się stało, gdyby wysiadło zasilanie plecaka.

      - Dobry, stary agregator - szepnął z uznaniem kapitan Mendoza, klepiąc  przewody łączące plecak z kombinezonem. W oczach kosmonauty pojawiły się łzy wzruszenia i wdzięczność dla tej maszyny, która powstała na obraz i podobieństwo akumulatora.

      - Halo! Baza! Melduje się kapitan Mendoza!

      - Halo! Tu Ziemia! Odbiór! - wrzasnął z małego głośniczka zachrypnięty głos, prosto do ucha kosmonauty.

      - Melduję! Istnienie obcej formy życia na tej planecie jest niemożliwe! Brak śladów życia! Tylko kamienna, martwa, nierówna skorupa w dziwnym kolorze. W tym momencie kapitan niebezpiecznie przechylił ciężar ciała na lewą stronę. Jego organizm skoncentrował całą energię na nogach, aby nie dopuścić do upadku i rozbicia hełmu o skaliste podłoże. Wysiłek, jaki został podjęty spowodował, że Mendoza pruknął. Siła odrzutowa gazów uniosła kosmonautę do góry (grawitacja na pomarańczowej planecie była minimalna). Kapitan, mimo że był powszechnie znany ze swojego opanowania (nawet po alkoholu) w panice zaczął machać rękami. Unosił się jak ptak, do góry, coraz wyżej i wyżej.

      - Mamo. Już po mnie - szepnął Mendoza, sięgając ręką do agregatora. Chciał po raz ostatni poklepać swojego starego przyjaciela i podziękować mu za wszystkie lata wiernej służby.

      - Stary, dobry... HARPUN! - smutny szept zmienił się w okrzyk radości, kiedy kapitan dotknął urządzenia przytwierdzonego do plecaka. Mendoza błyskawicznie uruchomił mechanizm ratunkowy. Hak wystrzelił w kierunku powierzchni planety. Lina naprężyła się. Kapitan Mendoza wyglądał jak śliczny, biały balonik wypełniony helem, zawieszony na tle czarnego nieba.

      Silniczek ściągnął skamieniałego ze strachu kapitana na dół. Kosmonauta ciężko oddychając, dotknął rękawicą szklanego hełmu, jakby chciał zetrzeć pot z czoła. Kapitan westchnął z ulgą i sięgnął po hak, który zaczepiony był o wielki, kamienny pomnik, przypominający literę „T”.

      - Krzyż? - oczy Mendozy zamieniły się w dwa księżyce w pełni. Tuż przed kosmonautą stał wielki, wyrzeźbiony z kosmicznego kamienia krzyż, na którym zawieszony był malutki obrazek z podobizną ludzika z jednym okiem i czterema czułkami. Pod krzyżem usypany był niewielki kurhan, na którym leżały fioletowo-pomarańczowe kwiaty i palił się zielony znicz. Była tam jeszcze tabliczka z cyframi, wyraźnie pokazująca datę urodzin i śmierci stworzenia. Kapitan Mendoza, jakby w transie, nie mogąc oderwać oczu od kosmicznego grobu, włączył mikrofon w skafandrze.

      - Halo! Ziemia! Eureka! Sensacja! Melduję, że jest życie na innych planetach!   

       Pan Tramen

                                                     ***

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      tramen
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 29 marca 2010 12:16
  • niedziela, 28 marca 2010
  • piątek, 26 marca 2010
  • czwartek, 25 marca 2010
  • środa, 24 marca 2010
  • wtorek, 23 marca 2010
  • poniedziałek, 22 marca 2010
    • Wiosna!

      Wiosna. Wszystko spod ziemi wyłazi :) Szykuję nowe, śmiorcionośno-wiosenne filmiki. Pojawią sie jeszcze w tym tygodniu, a moze nawet dzisiaj...

      Na razie KOST na miły poczatek tygodnia.

      Hehehehh, żabcia...:)

      Pan Tramen

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      tramen
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 22 marca 2010 05:58

Wyszukiwarka

Tagi

Autorzy

Zakładki

Kanał informacyjny