Pan Tramen

Wpisy

  • wtorek, 30 września 2014
    • Na betonowych schodach nie czuć Kantora czyli zgryźliwy przewodnik po nowej Cricotece

       

       

      W 1980 roku Tadeusz Kantor, malarz, poeta i aktor, założył teatr, muzeum i galerię w jednym – Cricotekę. Po ośmiu latach budowy, 12 września 2014 roku, tuż nad Wisłą, na krakowskim Podgórzu, otwarto nową (nowoczesną) siedzibę Cricoteki.

      Postanowiłem zobaczyć, jak wygląda nowy ośrodek dokumentacji sztuki Tadeusza Kantora, miejsce, do którego niedługo będą ciągnęły pielgrzymi szkolne.

      Pierwsze wrażenie: imponujące. Potężny, ciekawie zaprojektowany gmach, lustra w suficie, rozsuwane drzwi, darmowe informatory. Pięknie, nowocześnie i... bez klimatu. Na betonowych schodach jakoś nie czuć „ducha Kantora”. Ale to wrażenie towarzyszy zwiedzającemu tylko przez chwilę. Bo szybko absurdalna i nierealna rzeczywistość, jakby stworzona przez Kantora, daje o sobie znak.

      Panie z obsługi muzeum, ubrane w granatowe mundurki, stoją na rozległym tarasie i paląc papierosy, drą się na wchodzących do muzeum obcokrajowców:

      -Nie wchodzić tędy! To jest wyjście!

      Podbiegają, zawracają turystów, pokazują (po polsku) palcem prawidłowy kierunek i wracają na papieroska. Niestety (biedactwa), nie jest im dane wypalić go w spokoju. Kolejne stado turystów pcha się tam, gdzie nie wolno... Nic dziwnego. Nie pomyślano o informacji, karteczkach czy innych strzałkach, które poprowadziłoby zagubionych fanów twórczości Kantora do wejścia.

      Po chwili błądzenia, okrzyczany przez dymiącą kobietę, w tłumie amerykańsko-japońsko-niemieckich turystów, trafiam do prawidłowej bramy. I tutaj witają mnie uroczyście... dwa, plastikowe kubeczki, wypełnione po brzegi wodą i ugaszonymi papieroskami.

      -No tak, to pewnie pierwsza instalacja muzealna – myślę sobie. Kantor prawie na wszystkich swoich (czarno-białych) zdjęciach występuje z papierosem. Cóż za piękny hołd, złożony artyście, tuż przy wejściu do jego muzeum. Zachodni turyści jakoś nie podzielają mojego zachwytu. Dziwne.

      Jestem w środku. Wielka, betonowa hala. Pani w mundurku wręcza mi bilet i informator. I zostawia na pastwę losu. Idę prosto, przed siebie, jak podszeptuje zdrowy rozsądek. Trafiam do kolejnej sali. Mam do wyboru 4 drzwi. Chwytam za klamkę – zamknięte. Drugie drzwi–zamknięte. Trzecie–zamknięte. Czwarte–jest! Otwarte! Wchodzę. To damska ubikacja...

      Cholera, gdzie ja jestem? Błądzę, wracam, szukam. Jest! Są kolejne drzwi. Za nimi schody i winda. Wchodzę po schodach. Nic nie ma. Idę na drugie piętro. Nic. Uff. Poddaje się. Wsiadam do windy. Wreszcie! Trafiam do przestronnej sali, w której znajduje się ekspozycja stała. „Umarła klasa” jak żywa. Na ścianach monitory z filmami dokumentującymi działalność Kantora. Klimat cudowny! Warto było przejść przez wszystkie kręgi piekła, aby dotrzeć w to miejsce...

      Po obejrzeniu wystawy, chcąc ochłonąć (głowa pełna wrażeń), wchodzę po schodach piętro wyżej, kierując się wiszącą nad drzwiami informacją: „do kawiarni”, którą  można byłoby nazwać
      w stylu kantorowskim  „Umarłą Kawiarnią”. Zaglądam przez szybę (zamknięte drzwi) widzę puste, sterylne pomieszczenie, blat, o który nie opierał się jeszcze żaden barman, przeszklone ściany, za którymi rozciąga się piękny widok – płynąca Wisła...

      Cricotekę zobaczyć trzeba. Co prawda miejsce to przypomina teraz (15 dni po otwarciu) pomieszanie sztuk Kantora z filmami Barei, ale wiem, że to nieoszlifowany diament.

      Cricoteka będzie dumą Krakowa.  

      Pan Tramen

      ***

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Na betonowych schodach nie czuć Kantora czyli zgryźliwy przewodnik po nowej Cricotece”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      tramen
      Czas publikacji:
      wtorek, 30 września 2014 11:44
  • poniedziałek, 29 września 2014
  • piątek, 26 września 2014
  • środa, 24 września 2014
  • wtorek, 23 września 2014
    • Ziomek na cmentarzu

       

       

      Przy pewnym cmentarzu natknąłem się na zakład kamieniarski o ciekawej nazwie: ZIOMEK. Zestawienie tego słowa z nagrobkami zaintrygowało mnie. Postanowiłem sprawdzić w Miejskim Słowniku Slangu i mowy potocznej, co znaczy słowo "ziomek":

      "Ziomek to taki typ, który nie jest dla Ciebie zwykłym przechodniem, to brat, który nie jest z Tobą powiązany krwią, tylko relacjami, zajawką i wieloma innymi rzeczami, o których nie musisz wiedzieć, bo wiedzą to tylko prawdziwe ziomy".

      Cytat pochodzi ze strony: miejski.pl

      Czy chodzi o braterstwo ze... zmarłymi? A może ZIOMEK odnosi się do Jezusa, którego wizerunek umieszczonego tuż przy wejściu do zakładu? (patrz zdjęcie poniżej).

      Jedno jest pewne - właściciele tego zakładu ze śmiercią są za pan brat :)

      Pan Tramen

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      tramen
      Czas publikacji:
      wtorek, 23 września 2014 16:26

Wyszukiwarka

Tagi

Autorzy

Zakładki

Kanał informacyjny